piątek, 8 stycznia 2010

Umówiona w odwiedziny


W Poniedziałek jadę w odwiedziny do moich byłych podopiecznych. Stęskniłam się za nimi bardzo... Mikołajek pewnie urósł, pewnie już pięknie mówi...
No i muszę przyznać, stęskniłam się także za ich rodzicami :) Za mamą w szczególności :) zawsze lubiłam sobie z Nią pogadać. Jest taka na luzie, spontaniczna.

Przeglądam ostatnio zdjęcia i porównywałam jak się zmieniali. Może teraz też im cyknę fotki, żeby było porównanie.
                                                                                         
Mikołaj był takim kochanym przylepkiem. Troszkę uparty ale jaki słodki....



 Byłam z niego dumna, kiedy stopniowo doroślał...
Stawał się coraz bardziej samodzielny...
Pamiętam pierwsze dni bez pieluszki,
pierwsze, zupełnie beze mnie, zabawy z innymi dziećmi...





Kacperek, z bujną czuprynką, bardzo wrażliwy chłopczyk, słodko przekręcający wyrazy...



Wyrósł na mądrego, bardzo samodzielnego chłopca...
Uwielbiałam, kiedy sam robił sobie kanapki, brudząc przy okazji otoczenie...
No i ta jego opiekuńczość względem młodszego brata... Chociaż jak trzeba było, to potrafił małego postawić do pionu :)




Muszę przyznać, że takie spotkania, już po zakończonej współpracy, są dla mnie magiczne...

Niedawno, dość przypadkowo, spotkałam małą Alę...
Ależ ten czas leci...
Miała niecałe trzy lata, kiedy przestałam się nią opiekować, a teraz...
duża pannica...
ma prawie 6 lat...

Moje pierwsze dziewczynki, siostry, Karolina i Zosia, dzisiaj mają kolejno 15 i 11 lat.
Nie widuję się z Nimi, bo aktualnie mieszkają we Francji. Może nawet mnie nie pamiętają...
Nie mam też ich zdjęć, bo wtedy jakoś tak nie przyszło mi do głowy, żeby porobić.

Karina i Jej młodsza siostra Aleksandra... Obiema zajmowałam się od chwili ich urodzenia. Kochałam Je, jak swoje... Poszłabym za Nimi w ogień...
Często słyszałam, że Karina jest krnąbrnym dzieckiem, że jest trudna... Broniłam Jej jak mogłam. Dla mnie była normalną, zdrowo rozwijającą się dziewczynką. Może troszkę bardziej ruchliwą niż inne dzieci, żywiołową ale nad wyraz rozumną... I miała takie piękne oczy...

A Zosia? (nie, nie ta malutka z Józefosławia) i Jej brat Łukasz...
Ależ mi dali popalić! Najczęściej wspominam wspólne posiłki... Rzucali w siebie czym popadnie... Leciały ziemniaki, kotlety, wylewała się zupa... Jedno drugiemu nie darowało. To była szkoła przetrwania :)

No i moja mała, słodka Zosieńka. Oczko w głowie... Długo się nią nie nacieszyłam :( A szkoda, bo dziecko cudowne...
Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz wyciągnęła do mnie swoje malutkie rączki... Jak uroczo okazywała uczucia... Nie zapomnę jak usiadła, jak wstała...

Albert... właśnie jutro do niego idę :) Ciekawe, czy mnie pozna... Dawno u Niego nie byłam... Na pewno urósł... W końcu to prawie roczniak...


Niania, która latami opiekuje się dziećmi, ma co wspominać....

niedziela, 3 stycznia 2010

pomału do pracy

Pomału mogę podjąć pracę dorywczą  :)
To dobry znak...
Także Albert wróci w moje ramiona a być może, czasem, dodatkowo przytulę jakieś dziecko, by rozłąka z rodzicami była mniej bolesna :)
Póki co, do czasu hospitalizacji, mogę pracować okazjonalnie.
A co będzie potem?
Może, w brew pozorom, nie wiele się zmieni...
Ale to na razie tylko zarys planów i moja słodka tajemnica :))))

piątek, 1 stycznia 2010

sobota, 19 grudnia 2009

STOP!


Kilka słów wyjaśnienia

Na pewno zastanawiacie się dlaczego od pewnego czasu nic nie piszę a szczególnie o pracy, podopiecznych... Przecież po to jest ten blog...
Niestety...
Niania też człowiek.
Jestem chora...
Nie takie tam przeziębienie, czy grypa... nie...
Zaczęło się niemal niewinnie. Ból brzucha, biegunka... Po trzech dniach wysoka gorączka, kaszel...
lekarz uznał, że to jakieś kłopoty wirusowe.
Po 5 dniach utrata przytomności...
Pogotowie...
na sygnale do szpitala....
Diagnoza?
Bakterie. Antybiotyk. Do domu.
W ciągu tygodnia pogotowie przyjeżdżało do mnie 4 razy. I nic.
Ból w klatce piersiowej. Skoki ciśnienia, ciągła gorączka i ten potworny ból brzucha.... Schudłam 7kg.
Po tygodniu gorączka spadła, kaszel zelżał. Już miało być dobrze...
Niestety...
Ból brzucha znów dał o sobie znać i przy tym dziwne uczucie w sercu...
Późny wieczór. Lekarz na dyżurze w Centrum Damiana był zaniepokojony. No i te dodatkowe skurcze serca...
Rano przyjechało pogotowie.
Blok w sercu.
Znów jazda do szpitala.
Zostałam.
Odział ratunkowy MSWiA... Monitory, kroplówki... Cała doba męki.
I co?
W żargonie medycznym: "za bardzo zwalniam" Czasem zbytnio "przyspieszam".
Bradykardia i Tachykardia. Tak na zmianę.
Skierowanie  na Odział Kardiologii Zachowawczej. Czekam... 17.II.2010 - taki termin.
W między czasie Holter do kitu, Echo w normie.

I tak to aktualnie wygląda.
Na zwolnieniu lekarskim co najmniej do czasu hospitalizacji.



A co z dziećmi?

Z bólem, ogromnym bólem serca musiałam "odejść" od Zosi.
Z tego miejsca chciałabym podziękować Jej rodzicom i dziadkom za okazane mi serce, wsparcie i wiarę, że jednak wrócę.
Ledwo zdążyłam "pokochać" Zosię i przyzwyczaić się do Jej rodziny a już muszę odejść. To bardzo smutne. Mam nadzieję, że Jej nowa niania będzie lepsza ode mnie...

A co z Albertem?

Czeka... Może ciocia jednak da radę chociaż troszkę odciążyć jego rodziców...

czwartek, 19 listopada 2009

Rozliczenie z U.S. - Basia wybawieniem!

Uff...

U.S. rozliczony!
Nie było łatwo, ale dzięki dobroduszności Basi, mamy mojego ravka, wszystko jest już jasne.


BASIEŃKO!
DZIĘKUJĘ CI ZA POMOC I CZAS JAKI POŚWIĘCIŁAŚ MOJEJ LAICKIEJ GŁOWIE, BY MI WBIĆ DO NIEJ ZASADY ROZLICZANIA! 
JESTEŚ WIELKA!


Kwiaty dla Ciebie, kochana...


No i chwyciłyśmy we dwie byka za rogi i okazało się, że strach ( o wysokość podatku ) ma wielkie oczy...

Także teraz jestem prawie ekspert od księgowości :)

poniedziałek, 9 listopada 2009

Albert...

Tak, jak myślałam...
Albert okazał się przemiłym dzieckiem. Uśmiechnięty, pucołowaty chłopczyk :) Taki akurat do schrupania :)
Oczywiście, jako przedstawiciel płci męskiej, nie jest tak emocjonalny jak Zosia, która, nie da się ukryć, jest, jak na kobietę przystało, bardzo ekspresyjna, "gadatliwa" i przeogromnie pieszczotliwa.
Albert, typowy mężczyzna, oszczędny "w wypowiedziach", lubi być blisko i przejawia zainteresowanie kobiecymi kształtami :) Jednak dobrze wróży na przyszłość, bo pomimo swoich facecikowych cech, nie jest jak typowy przedstwiciel brzydkiej płci, śpiochem i łasuchem :))))

piątek, 6 listopada 2009

Nowy podopieczny :)

Mam nowego podopiecznego. Jest młodziutkim, dziewięciomiesięcznym ( tak jak Zosia ) przystojniakiem o poważnym imieniu, Albert...

Nie, nie...

Zosia nadal jest "moją" główną dziecinką! I to się prędko nie zmieni :)

Albertem będę się opiekowała w weekendy, kiedy rodzice postanowią się rozerwać lub po prostu odpocząć, zdystansować. Taka ciocia awaryjna, dochodząca ale stała. Jutro idę pierwszy raz, na wspólną, zapoznawczą zabawę. Albert mnie jeszcze nie zna, bo kiedy byłam na rozmowie, z Jego rodzicami, to słodko spał.

Zobaczymy, jak się to wszystko poukłada ale jestem dobrej myśli. Rodzice to młodzi, bardzo sympatyczni ludzie, więc dziecko, dziedzicząc ich geny, pewnie też jest miłe :)

W każdym razie debiut jutro o 12:00, więc życzcie mi powodzenia :)))

środa, 4 listopada 2009

Kocham - nie biję , kocham - reaguję, kocham - nie krzyczę, kocham - mam czas....



Osobiście popieram całym sercem...


 


Warto przeciwdziałać przemocy! 

Nie bądźmy znieczuleni na zło... 
Nie bójmy się interweniować...

Pomagajmy...



Perypetie rozliczeniowe dział.gosp.

I już Listopad...
Rozpoczęłam trzeci miesiąc rozliczeniowy mojej "firmy".
Jak idzie?
W ubiegłym miesiącu przeszłam piekło z rozliczeniem Zus-u, bo jak człowiek coś pierwszy raz robi, to nawet proste, wydawałoby się, rzeczy, okazują się trudne. A wszytko dzięki pracownikom Zus-u, którzy jak jeden mąż wyznają zasadę, że skoro petent nie pyta, to znaczy, że wie... Nikomu do głowy nawet nie przyjdzie, że może nie pyta, bo nie wie o co pytać...
ale.... przebrnęłam...
I nawet przy okazji książeczkę ubezpieczeniową załatwiłam :)

Teraz Zus już mam z głowy ale za to na horyzoncie czyha pierwsze rozliczenie z U.S, bo w ubiegłym miesiącu mój dochód ( po odliczeniu ulgi za rok 2009 ) nie osiągnął kwoty, od której płacenie podatków zaczyna być zasadne.
Jednak teraz czas na kolejne, lokalne piekiełko...
Aż skaczę z radości, że się muszę za to zabrać.
I co się okazuje? Pani w U.S owszem, poinformowała mnie na jakim druku Pit mam się rozliczać, ale zapomniała dodać, że to chodzi o rozliczenie roczne ( tym zajmę się w nowym roku ) a mnie interesuje, póki co, rozliczenie miesięczne :(
i dalej nic nie wiem...
A co najgorsze nie mogę znaleźć info ani na stronie U.S ani w ogóle w necie... może źle szukam?....
A czas płynie... do 20.11 nie daleko :(

 Nic to! Dam radę! A jak już raz to przejdę, to później tylko bułka z masłem... :)






No i pozdrawiam, pozdrawiam.... Wszystkie Paniusie i Panów pracujących ciężko, w pocie czoła, w oddziałach Zus-u i U.S!!!!!!!! Bardzo serdecznie pozdrawiam!