sobota, 6 marca 2010

Nowi podopieczni

Od kilku dni nawiązałam współpracę z nowymi rodzinami, co zaowocowało kolejnymi podopiecznymi.

Pierwszy z nich, to 5 letni Salvador.
Bardzo miły chłopiec, dość ruchliwy, inteligentny ze zdolnościami malarskimi, jak na Salvadora przystało :)

Drugi, młodszy, Półtoraroczny Wiktor.
Przesłodki, bardzo grzeczny, "rozgadany i rozśpiewany" a na dodatek bardzo dba o porządek.

Tel nie milczy, więc jest nadzieja na kolejne słodziaki.
Zastanawiam się, czy nie pozostać przy kilku stałych podopiecznych ale takich dorywczych. Mam co prawda jedną propozycję współpracy całodziennej, przez pięć dni w tygodniu, przy bliźniakach ale jeszcze rozważam, czy się takiego wyzwania podjąć.



                                                       

piątek, 5 marca 2010

Legalizacja niań

Dzisiaj W Polsat News o godz. 20:00 m.in. mój komentarz w sprawie nowego projektu ustawy, dotyczącej ułatwień w legalnym zatrudnianiu opiekunek dziecięcych.

Więcej na ten temat:

http://biznes.onet.pl/budzet-zaplaci-za-nianie,18563,3186918,1,prasa-detal

poniedziałek, 1 marca 2010

Powrót do aktywnej pracy :)

Wyszłam ze szpitala.
Mam dobre wieści. Jestem zdrowa. Mam odstawione leki. Badania wyszły dobrze.
Mogę wrócić do pracy. Nie ma przeciwwskazań.
Teraz rozglądam się za nowym podopiecznym ( lub podopiecznymi ).

środa, 17 lutego 2010

Pomysł na firmę

Słuchajcie,
mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy to ma sens, czy byłoby zapotrzebowanie na taki rodzaj usług itd... Dlatego napiszę w skrócie o co mi chodzi i jak to widzę a do Was mam prośbę....
Napiszcie mi, co o tym myślicie.
I z pozycji niań i rodziców i osób zupełnie postronnych. Każda opinia będzie na wagę złota :)



No więc...


Chodzi mi o agencję opiekunek dziecięcych. Ale nie o zwykłe pośrednictwo. Raczej coś na zasadzie firm sprzątających, jeśli wiecie, jak one działają.
Plan jest taki:
Ja zatrudniam nianie jako pracowników mojej firmy. Na pełny etat, na pół etatu z umową np. na czas nieokreślony lub dorywczo na umowę zlecenie. Idea jest taka, żeby wszystko było legalne.
Przed zatrudnieniem, nianie przechodzą testy psychologiczne i są przeszkalane w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej. Później, w trakcie trwania naszej umowy, dbam o ich edukację i doszkalanie. Oczywiście opiniuje Je lekarz medycyny pracy itd. Wszystkie przedstawiają zaświadczenie o niekaralności.
Otrzymują stałe wynagrodzenie. Przysługuje im prawo do urlopu. Wszystko tak, jak w "normalnej" pracy.

Natomiast jeśli chodzi o rodziców....

Rodzice podopiecznych podpisują ze mną, jako firmą, umowę o świadczenie usług, w której oczywiście są zawarte wszelkie ustalenia co do współpracy ze mną i wymagania wobec opiekunki.  Honorarium płacą nie bezpośrednio niani, tylko mnie, bo to ja zapewniam nianiom wynagrodzenie. Oczywiście mogą opiekunkę dodatkowo premiować, byłaby to ich sprawa.

Jakie korzyści?

O ile z nianiami to wiadomo, praca legalna, liczą się lata pracy, ubezpieczenie, stałe wynagrodzenie itd.
A rodzice? Taka usługa byłaby droższa niż zatrudnienie niani prywatnie, na czarno. Muszą więc być jakieś korzyści.

I tu:
Gwarancja jakości usług.
Zapewnienie opieki podopiecznemu bez względu na dni wolne niani, czyli jak opiekunka jest na urlopie lub choruje ( tzw. zastępstwo ).
Pełne ubezpieczenie podopiecznego.
Odpowiedzialność finansowa za ew. szkody wyrządzone przez nianię.
Możliwość zmiany opiekunki, jeśli wcześniej wybrana nie spełniałaby oczekiwań.
Dostępność niań 24h/dobę.


I co myślicie? Ma to ręce i nogi? A może macie jakieś sugestie? Piszcie proszę komentarze :)

niedziela, 17 stycznia 2010

Nowa grupa dyskusyjna na GoldenLine

Drogie nianie i rodzice, korzystający z naszych usług.

Mam przyjemność powiadomić Was, że z dniem dzisiejszym uruchomiłam nową grupę dyskusyjną na portalu GoldenLine.pl pod tytułem "zawodowa niania".


Na razie nie wiele się tam dzieje, ale mam nadzieję, że między innymi, dzięki Wam ta grupa zacznie żyć wieloma ciekawymi dyskusjami. Dlatego zapraszam serdecznie do udziału w forum, do tworzenia tematów, które chcecie poruszyć i do konstruktywnej wymiany myśli. Być może, z czasem nawiążą się nowe znajomości i nowe kontakty zawodowe.

http://www.goldenline.pl/grupa/zawodowe-nianie/

Jak zwykle mam problem z aktywnym linkiem w poście, więc zainteresowane osoby mogą kliknąć na tytuł i zostaną przeniesione pod wyżej podany adres :)

piątek, 8 stycznia 2010

Umówiona w odwiedziny


W Poniedziałek jadę w odwiedziny do moich byłych podopiecznych. Stęskniłam się za nimi bardzo... Mikołajek pewnie urósł, pewnie już pięknie mówi...
No i muszę przyznać, stęskniłam się także za ich rodzicami :) Za mamą w szczególności :) zawsze lubiłam sobie z Nią pogadać. Jest taka na luzie, spontaniczna.

Przeglądam ostatnio zdjęcia i porównywałam jak się zmieniali. Może teraz też im cyknę fotki, żeby było porównanie.
                                                                                         
Mikołaj był takim kochanym przylepkiem. Troszkę uparty ale jaki słodki....



 Byłam z niego dumna, kiedy stopniowo doroślał...
Stawał się coraz bardziej samodzielny...
Pamiętam pierwsze dni bez pieluszki,
pierwsze, zupełnie beze mnie, zabawy z innymi dziećmi...





Kacperek, z bujną czuprynką, bardzo wrażliwy chłopczyk, słodko przekręcający wyrazy...



Wyrósł na mądrego, bardzo samodzielnego chłopca...
Uwielbiałam, kiedy sam robił sobie kanapki, brudząc przy okazji otoczenie...
No i ta jego opiekuńczość względem młodszego brata... Chociaż jak trzeba było, to potrafił małego postawić do pionu :)




Muszę przyznać, że takie spotkania, już po zakończonej współpracy, są dla mnie magiczne...

Niedawno, dość przypadkowo, spotkałam małą Alę...
Ależ ten czas leci...
Miała niecałe trzy lata, kiedy przestałam się nią opiekować, a teraz...
duża pannica...
ma prawie 6 lat...

Moje pierwsze dziewczynki, siostry, Karolina i Zosia, dzisiaj mają kolejno 15 i 11 lat.
Nie widuję się z Nimi, bo aktualnie mieszkają we Francji. Może nawet mnie nie pamiętają...
Nie mam też ich zdjęć, bo wtedy jakoś tak nie przyszło mi do głowy, żeby porobić.

Karina i Jej młodsza siostra Aleksandra... Obiema zajmowałam się od chwili ich urodzenia. Kochałam Je, jak swoje... Poszłabym za Nimi w ogień...
Często słyszałam, że Karina jest krnąbrnym dzieckiem, że jest trudna... Broniłam Jej jak mogłam. Dla mnie była normalną, zdrowo rozwijającą się dziewczynką. Może troszkę bardziej ruchliwą niż inne dzieci, żywiołową ale nad wyraz rozumną... I miała takie piękne oczy...

A Zosia? (nie, nie ta malutka z Józefosławia) i Jej brat Łukasz...
Ależ mi dali popalić! Najczęściej wspominam wspólne posiłki... Rzucali w siebie czym popadnie... Leciały ziemniaki, kotlety, wylewała się zupa... Jedno drugiemu nie darowało. To była szkoła przetrwania :)

No i moja mała, słodka Zosieńka. Oczko w głowie... Długo się nią nie nacieszyłam :( A szkoda, bo dziecko cudowne...
Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz wyciągnęła do mnie swoje malutkie rączki... Jak uroczo okazywała uczucia... Nie zapomnę jak usiadła, jak wstała...

Albert... właśnie jutro do niego idę :) Ciekawe, czy mnie pozna... Dawno u Niego nie byłam... Na pewno urósł... W końcu to prawie roczniak...


Niania, która latami opiekuje się dziećmi, ma co wspominać....

niedziela, 3 stycznia 2010

pomału do pracy

Pomału mogę podjąć pracę dorywczą  :)
To dobry znak...
Także Albert wróci w moje ramiona a być może, czasem, dodatkowo przytulę jakieś dziecko, by rozłąka z rodzicami była mniej bolesna :)
Póki co, do czasu hospitalizacji, mogę pracować okazjonalnie.
A co będzie potem?
Może, w brew pozorom, nie wiele się zmieni...
Ale to na razie tylko zarys planów i moja słodka tajemnica :))))

piątek, 1 stycznia 2010

sobota, 19 grudnia 2009

STOP!


Kilka słów wyjaśnienia

Na pewno zastanawiacie się dlaczego od pewnego czasu nic nie piszę a szczególnie o pracy, podopiecznych... Przecież po to jest ten blog...
Niestety...
Niania też człowiek.
Jestem chora...
Nie takie tam przeziębienie, czy grypa... nie...
Zaczęło się niemal niewinnie. Ból brzucha, biegunka... Po trzech dniach wysoka gorączka, kaszel...
lekarz uznał, że to jakieś kłopoty wirusowe.
Po 5 dniach utrata przytomności...
Pogotowie...
na sygnale do szpitala....
Diagnoza?
Bakterie. Antybiotyk. Do domu.
W ciągu tygodnia pogotowie przyjeżdżało do mnie 4 razy. I nic.
Ból w klatce piersiowej. Skoki ciśnienia, ciągła gorączka i ten potworny ból brzucha.... Schudłam 7kg.
Po tygodniu gorączka spadła, kaszel zelżał. Już miało być dobrze...
Niestety...
Ból brzucha znów dał o sobie znać i przy tym dziwne uczucie w sercu...
Późny wieczór. Lekarz na dyżurze w Centrum Damiana był zaniepokojony. No i te dodatkowe skurcze serca...
Rano przyjechało pogotowie.
Blok w sercu.
Znów jazda do szpitala.
Zostałam.
Odział ratunkowy MSWiA... Monitory, kroplówki... Cała doba męki.
I co?
W żargonie medycznym: "za bardzo zwalniam" Czasem zbytnio "przyspieszam".
Bradykardia i Tachykardia. Tak na zmianę.
Skierowanie  na Odział Kardiologii Zachowawczej. Czekam... 17.II.2010 - taki termin.
W między czasie Holter do kitu, Echo w normie.

I tak to aktualnie wygląda.
Na zwolnieniu lekarskim co najmniej do czasu hospitalizacji.



A co z dziećmi?

Z bólem, ogromnym bólem serca musiałam "odejść" od Zosi.
Z tego miejsca chciałabym podziękować Jej rodzicom i dziadkom za okazane mi serce, wsparcie i wiarę, że jednak wrócę.
Ledwo zdążyłam "pokochać" Zosię i przyzwyczaić się do Jej rodziny a już muszę odejść. To bardzo smutne. Mam nadzieję, że Jej nowa niania będzie lepsza ode mnie...

A co z Albertem?

Czeka... Może ciocia jednak da radę chociaż troszkę odciążyć jego rodziców...