Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak zachęcić Alberta do konsumpcji owoców. Jak był młodszy, chętnie jadał owoce ze słoiczka. Był nawet taki moment, że nic innego nie wsadził do ust.
Teraz za nic w świecie nie chce się skusić ani na słoiczek ani tym bardziej na owoce w naturalnym kształcie. Ani truskawki, ani malinki, ani jagódki, jabłka, śliwki, banany, kiwi... nic. Zaciska usta i w krzyk.
Próbowałam przemycić je z jogurtem, z serkiem. Nic z tego. Koktajl? bleeee...
Najchętniej by jadł pizze, ziemniaki i suchą bułkę. Zupki jako tako. Raz lepiej raz gorzej ale powiedzmy, że toleruje.
Macie może jakieś sprawdzone metody na zachętę? A może po prostu odpuścić i już ?
piątek, 23 lipca 2010
poniedziałek, 19 lipca 2010
Lato w pełni - dzieci w rozjazdach
Lato się rozgościło na dobre, upał goni upał. W Warszawie ostatnie dni były nie do wytrzymania. Dlatego "moje" maluszki często są poza miastem. Iwo wyjechał nad morze, Michał często jest z mamą u babci, Albert niedługo też wyjeżdża i tylko Jerzyk został, bo póki co ucieka do dziadków tylko na weekendy. Także u mnie jakby luźniej w grafiku. Nie martwi mnie to szczególnie, bo za tropikalną pogodą nie przepadam, także więcej czasu spędzam w domu.
My w tym roku planujemy wyjechać dopiero we Wrześniu.
Ale, ale...
muszę się pochwalić...
dzwonią do mnie często rodzice i pytają o możliwość współpracy stałej, więc kto wie, czy nie przybędzie jakiś nowy podopieczny :) a może w końcu, dla urozmaicenia, będzie to dziewczynka?
No i mimo, że nie na temat ale napiszę Wam, że Broczek wraca do zdrowia! Rusza pięknie uchem, w którym wróciło całkowicie czucie. Już nie ropieje. A najważniejsze jest to, że już regularnie zamyka oko :) jeszcze nim nie mruga ale je zamyka, więc jest szansa na powrót do zdrowia. Chirurg, neurolog weterynarii, który prowadzi leczenie kici od początku, ostatnio był tak zaskoczony, że aż zaniemówił, jak mu z Brokim pokazaliśmy co potrafi. Facet miał łzy w oczach... Powiedział, że nasz kot zdrowieje, chociaż z medycznego punktu widzenia nie ma do tego prawa i chyba się to dzieje siłą woli jego pani...
W każdym razie moje wysiłki, masaże, ćwiczenia, pielęgnacja nie poszły na marne. Nadal się rehabilitujemy i jestem dobrej myśli, tym bardziej, że fizycznie jest już w 90% sprawny jak przed wypadkiem.
I w tym miejscu bardzo dziękuję za wsparcie i za wyrozumiałość wszystkim rodzicom, z którymi współpracuję. Jesteście kochani...
My w tym roku planujemy wyjechać dopiero we Wrześniu.
Ale, ale...
muszę się pochwalić...
dzwonią do mnie często rodzice i pytają o możliwość współpracy stałej, więc kto wie, czy nie przybędzie jakiś nowy podopieczny :) a może w końcu, dla urozmaicenia, będzie to dziewczynka?
No i mimo, że nie na temat ale napiszę Wam, że Broczek wraca do zdrowia! Rusza pięknie uchem, w którym wróciło całkowicie czucie. Już nie ropieje. A najważniejsze jest to, że już regularnie zamyka oko :) jeszcze nim nie mruga ale je zamyka, więc jest szansa na powrót do zdrowia. Chirurg, neurolog weterynarii, który prowadzi leczenie kici od początku, ostatnio był tak zaskoczony, że aż zaniemówił, jak mu z Brokim pokazaliśmy co potrafi. Facet miał łzy w oczach... Powiedział, że nasz kot zdrowieje, chociaż z medycznego punktu widzenia nie ma do tego prawa i chyba się to dzieje siłą woli jego pani...
W każdym razie moje wysiłki, masaże, ćwiczenia, pielęgnacja nie poszły na marne. Nadal się rehabilitujemy i jestem dobrej myśli, tym bardziej, że fizycznie jest już w 90% sprawny jak przed wypadkiem.
I w tym miejscu bardzo dziękuję za wsparcie i za wyrozumiałość wszystkim rodzicom, z którymi współpracuję. Jesteście kochani...
wtorek, 6 lipca 2010
Odsłona czwarta - Jerzyk
Moim kolejnym podopiecznym jest Jerzy, Jurek, Jerzyk...
Rodzice wołają na Niego Jerzyk, więc ja też.
Zajmuję się Nim już przeszło miesiąc. Jak zaczynałam miał sześć miesięcy, teraz kończy niebawem siedem.
Chodzę do Niego a raczej jeżdżę metrem, dwa razy w tygodniu i spędzam z Nim 4 godziny. Mieszka w bliskim sąsiedztwie Iwa, więc jest to duże ułatwienie, bo przeważnie prosto od Jerzyka wędruję do przedszkola właśnie po Iwa. Dzięki temu zachowuję ciągłość pracy i nie tracę niepotrzebnie czasu na dojazdy. A to teraz dla mnie bardzo ważne, ze względu na oko Broczka. Jestem w domu po 9h i to jest max, co kicia może być bez zakraplania.
Ale wracając do Jerzyka...
Jest spokojnym, dobrze ułożonym chłopcem. Jego świat jest ściśle związany z podłogą, po której już bardzo energicznie pełza a niebawem będzie raczkował ku wielkiej radości rodziców i mniejszej radości kotów w liczbie 3 sztuk :) Także kolejna zakocona rodzinka :)
Ponieważ okolica, w której zamieszkuje jest jedną z najbardziej zielonych części Warszawy, więc do parku mamy dwa kroki. Tam też chodzimy na drzemkę.
Po przebudzeniu, już niemal rytualnie karmimy słonecznikiem Gołębie, które poznają Nas i pilnie wyczekują chwili przebudzenia Jurka, by zlecieć się na jedzonko. Ależ wiele radości jest z tego karmienia! Jerzyk aż się rwie do sypania ziarenek i z otwartą buzią obserwuje spore stadko głodomorów. Oczywiście uciechę mają przy okazji inne dzieci.
Rodzice wołają na Niego Jerzyk, więc ja też.
Zajmuję się Nim już przeszło miesiąc. Jak zaczynałam miał sześć miesięcy, teraz kończy niebawem siedem.
Chodzę do Niego a raczej jeżdżę metrem, dwa razy w tygodniu i spędzam z Nim 4 godziny. Mieszka w bliskim sąsiedztwie Iwa, więc jest to duże ułatwienie, bo przeważnie prosto od Jerzyka wędruję do przedszkola właśnie po Iwa. Dzięki temu zachowuję ciągłość pracy i nie tracę niepotrzebnie czasu na dojazdy. A to teraz dla mnie bardzo ważne, ze względu na oko Broczka. Jestem w domu po 9h i to jest max, co kicia może być bez zakraplania.
Ale wracając do Jerzyka...
Jest spokojnym, dobrze ułożonym chłopcem. Jego świat jest ściśle związany z podłogą, po której już bardzo energicznie pełza a niebawem będzie raczkował ku wielkiej radości rodziców i mniejszej radości kotów w liczbie 3 sztuk :) Także kolejna zakocona rodzinka :)
Ponieważ okolica, w której zamieszkuje jest jedną z najbardziej zielonych części Warszawy, więc do parku mamy dwa kroki. Tam też chodzimy na drzemkę.
Po przebudzeniu, już niemal rytualnie karmimy słonecznikiem Gołębie, które poznają Nas i pilnie wyczekują chwili przebudzenia Jurka, by zlecieć się na jedzonko. Ależ wiele radości jest z tego karmienia! Jerzyk aż się rwie do sypania ziarenek i z otwartą buzią obserwuje spore stadko głodomorów. Oczywiście uciechę mają przy okazji inne dzieci.
środa, 23 czerwca 2010
Ciężki dzień
Dzisiaj był, a w zasadzie jeszcze jest, bo piszę będąc u Iwa, ciężki dzień.
Od rana na nogach.
Najpierw sprzątanie w domu, bo kocinka trzepiąc uchem powoduje bryzgi ropy na podłodze i na meblach, więc muszę codziennie wszystko myć i czyścić.
Na 11:00 byłam umówiona z Jerzykiem ( o Nim będzie niedługo oddzielny post, bo jeszcze się nie znacie ) a zaraz po nim od 15:00 z Iwem i to do późnego wieczora a w zasadzie do nocy.
Na szczęście rodzice Iwa są ludźmi bardzo wrażliwymi i kochają koty, więc mogłam po odebraniu małego z przedszkola podjechać do swojego domu, celem zakroplenia łezek Broczkowi. Inaczej bardzo by go szczypało to oko :(
Była więc cała wyprawa tramwajem, potem metrem i na koniec autobusem.
Iwo zachwycony!
Kiedy weszliśmy do mojego domu okazało się, że Jemu również sprawia frajdę pobyt u niani. To taka odmiana od codzienności. Był taki podekscytowany, taki zaaferowany, że nie chciał wracać do swojego domu. Bawił się na balkonie, przypinał do suszarki spinacze, molestował pluszaki, podziwiał kwiatki ( Iwo bardzo fascynuje się wszelkimi roślinkami ), słuchał szumu muszli...
Koniec, dziecko ze łzami w oczach ubierało się do wyjścia. Na szczęście rogal na drogę i jazda metrem utuliły smutek związany z opuszczeniem mojego mieszkanka.
Teraz Iwo najedzony, wykąpany i utulony śpi smacznie a ja czekam na Jego mamę, która być może lada chwila wróci. A jutro... Michał i Iwo, taki jest plan :)
Dobranoc....
Od rana na nogach.
Najpierw sprzątanie w domu, bo kocinka trzepiąc uchem powoduje bryzgi ropy na podłodze i na meblach, więc muszę codziennie wszystko myć i czyścić.
Na 11:00 byłam umówiona z Jerzykiem ( o Nim będzie niedługo oddzielny post, bo jeszcze się nie znacie ) a zaraz po nim od 15:00 z Iwem i to do późnego wieczora a w zasadzie do nocy.
Na szczęście rodzice Iwa są ludźmi bardzo wrażliwymi i kochają koty, więc mogłam po odebraniu małego z przedszkola podjechać do swojego domu, celem zakroplenia łezek Broczkowi. Inaczej bardzo by go szczypało to oko :(
Była więc cała wyprawa tramwajem, potem metrem i na koniec autobusem.
Iwo zachwycony!
Kiedy weszliśmy do mojego domu okazało się, że Jemu również sprawia frajdę pobyt u niani. To taka odmiana od codzienności. Był taki podekscytowany, taki zaaferowany, że nie chciał wracać do swojego domu. Bawił się na balkonie, przypinał do suszarki spinacze, molestował pluszaki, podziwiał kwiatki ( Iwo bardzo fascynuje się wszelkimi roślinkami ), słuchał szumu muszli...
Koniec, dziecko ze łzami w oczach ubierało się do wyjścia. Na szczęście rogal na drogę i jazda metrem utuliły smutek związany z opuszczeniem mojego mieszkanka.
Teraz Iwo najedzony, wykąpany i utulony śpi smacznie a ja czekam na Jego mamę, która być może lada chwila wróci. A jutro... Michał i Iwo, taki jest plan :)
Dobranoc....
poniedziałek, 21 czerwca 2010
kot inwalida
Jeszcze Wam nie mówiłam, że mój kotek uległ poważnemu wypadkowi :(
I nie wypadł z okna, jakby ktoś mógł pomyśleć...
Nie chcę opisywać samego zdarzenia, bo to nic przyjemnego ale muszę się wyżalić...
Było z nim tak źle, że leżał w szpitalu 8 dni. Miał zszywane podniebienie, dostawał kroplówki. Mało tego. Ma uszkodzone ucho, tak że na nie nie słyszy, oko, tak że nim nie mruga i nie zamyka go, błędnik, tak że się zatacza :(
Teraz jest już dużo lepiej, o niebo lepiej. Chodzi w miarę prosto, nie kiwa się na boki, nie przewraca na prostej drodze i nawet zakręca bez zataczania. Ucho się oczyszcza, więc sporo ropieje, natomiast oczko muszę codziennie kilka razy nawilżać łzami w żelu, również w nocy. Niestety o ile uszko przestanie z czasem ropieć, drugi błędnik opanuje jakość funkcje tego uszkodzonego, to oczko w zasadzie nie ma szans na powrót do normy :( A kot ma dopiero 2 lata. Jednak i tak go kocham bardzo, dlatego teraz musiałam przewartościować swoje życie i układam tak plany, żeby wpadać w ciągu dnia do domu, celem zadbania o oko. Jakoś na razie się udaje bez większych trudności. Rodzice moich maluszków to ludzie wrażliwi i rozumieją moją potrzebę doglądania kotka.
Ale...
Ponieważ Broczek ma, póki co, kłopoty z ocenieniem odległości i wysokości oraz potrafi się jeszcze czasem zachwiać, zatoczyć, to musieliśmy zadbać o jego bezpieczeństwo na balkonie. Do tej pory miał pozostawione z boku trzy szczebelki bez osłony, żeby mógł sobie wyglądać. Teraz mogłoby to się zakończyć lotem na dół, dlatego, żeby mógł nadal wyglądać ale bez wychylania się zainstalowaliśmy kolejną kratkę, którą obsadziłam pnączem bardzo odpornym na warunki atmosferyczne o nazwie Celastrus Dlawisz.
Tak to teraz wygląda:
I nie wypadł z okna, jakby ktoś mógł pomyśleć...
Nie chcę opisywać samego zdarzenia, bo to nic przyjemnego ale muszę się wyżalić...
Było z nim tak źle, że leżał w szpitalu 8 dni. Miał zszywane podniebienie, dostawał kroplówki. Mało tego. Ma uszkodzone ucho, tak że na nie nie słyszy, oko, tak że nim nie mruga i nie zamyka go, błędnik, tak że się zatacza :(
Teraz jest już dużo lepiej, o niebo lepiej. Chodzi w miarę prosto, nie kiwa się na boki, nie przewraca na prostej drodze i nawet zakręca bez zataczania. Ucho się oczyszcza, więc sporo ropieje, natomiast oczko muszę codziennie kilka razy nawilżać łzami w żelu, również w nocy. Niestety o ile uszko przestanie z czasem ropieć, drugi błędnik opanuje jakość funkcje tego uszkodzonego, to oczko w zasadzie nie ma szans na powrót do normy :( A kot ma dopiero 2 lata. Jednak i tak go kocham bardzo, dlatego teraz musiałam przewartościować swoje życie i układam tak plany, żeby wpadać w ciągu dnia do domu, celem zadbania o oko. Jakoś na razie się udaje bez większych trudności. Rodzice moich maluszków to ludzie wrażliwi i rozumieją moją potrzebę doglądania kotka.
Ale...
Ponieważ Broczek ma, póki co, kłopoty z ocenieniem odległości i wysokości oraz potrafi się jeszcze czasem zachwiać, zatoczyć, to musieliśmy zadbać o jego bezpieczeństwo na balkonie. Do tej pory miał pozostawione z boku trzy szczebelki bez osłony, żeby mógł sobie wyglądać. Teraz mogłoby to się zakończyć lotem na dół, dlatego, żeby mógł nadal wyglądać ale bez wychylania się zainstalowaliśmy kolejną kratkę, którą obsadziłam pnączem bardzo odpornym na warunki atmosferyczne o nazwie Celastrus Dlawisz.
Tak to teraz wygląda:
sobota, 19 czerwca 2010
Weekend z Alim jeszcze w słońcu, poniedziałek z Michałkiem już zimny i deszczowy
Tydzień temu mieliśmy w ravkiem Alberta u nas w domu.
W sobotę głównie byłam z nim sama, bo rav pracował, natomiast niedzielę spędziliśmy we trójkę, dając możliwość rodzicom Aliego zająć się swoimi sprawami.
Oczywiście jak zawsze, pobyt u niani jest nie lada przeżyciem, fascynującą przygodą... Jak nie wiele małym dzieciom potrzeba do szczęścia...
Jednak główną atrakcją była wycieczka do Łazienek. Poczuliśmy się jak rodzice :)
Zajadaliśmy gofry z owocami, podglądaliśmy wiewiórki, kaczki, pawie...
Albert padł ze zmęczenia a my mieliśmy chwilkę dla siebie...
W sobotę głównie byłam z nim sama, bo rav pracował, natomiast niedzielę spędziliśmy we trójkę, dając możliwość rodzicom Aliego zająć się swoimi sprawami.
Oczywiście jak zawsze, pobyt u niani jest nie lada przeżyciem, fascynującą przygodą... Jak nie wiele małym dzieciom potrzeba do szczęścia...
Jednak główną atrakcją była wycieczka do Łazienek. Poczuliśmy się jak rodzice :)
Zajadaliśmy gofry z owocami, podglądaliśmy wiewiórki, kaczki, pawie...
Albert padł ze zmęczenia a my mieliśmy chwilkę dla siebie...
Pogoda jeszcze dopisywała, chociaż było już wyraźnie zimniej niż w poprzednich dniach.
Jednak kolejny dzień, to z goła inna aura...
Nie ziścił się pomysł pójścia do pobliskiego mini zoo Michałem :(
Mało, że było zimno, to jeszcze złapał nas deszcz. Mały Miś nie cierpi foli na wózku, więc czekaliśmy pod daszkiem aż przestanie padać.
Niestety... nie doczekaliśmy się...
środa, 26 maja 2010
kolejne Rota lub coś podobnego
Dzisiaj była powtórka z rozrywki. Miała być wolna środa, skoro wolną niedzielę spędziłam z Michałkiem. I co?
Już od rana mama Alberta próbowała się do mnie dodzwonić. Kiedy w końcu włączyłam tel. okazało się, że tym razem Oni mają problem z czymś w stylu Rotawirusów.
Nie było rady, trzeba było się natychmiast zmobilizować i ruszyć na pomoc.
Pojechałam więc po Alberta, żeby odciążyć Jego zbolałych i osłabionych rodziców. I tak jak Michał, teraz Albert spędził dzień u cioci. I tylko kot nie nadąża za "moimi" maluszkami, bo o ile Michałek dopiero zaczyna nieśmiało raczkować, to Ali już biega i to bardzo żwawo. Musiał się więc duuużo szybciej ewakuować z miejsca na miejsce.
Oczywiście było dokładne zwiedzanie mieszkania i balkonu
Drzemka
oraz spacer.
Niestety mały Ali też cierpi na okoliczność wirusów jelitowych, więc za daleko nie mogliśmy się od domu oddalić. Dzisiaj było za zimno na przewijanie pod chmurką...
Już od rana mama Alberta próbowała się do mnie dodzwonić. Kiedy w końcu włączyłam tel. okazało się, że tym razem Oni mają problem z czymś w stylu Rotawirusów.
Nie było rady, trzeba było się natychmiast zmobilizować i ruszyć na pomoc.
Pojechałam więc po Alberta, żeby odciążyć Jego zbolałych i osłabionych rodziców. I tak jak Michał, teraz Albert spędził dzień u cioci. I tylko kot nie nadąża za "moimi" maluszkami, bo o ile Michałek dopiero zaczyna nieśmiało raczkować, to Ali już biega i to bardzo żwawo. Musiał się więc duuużo szybciej ewakuować z miejsca na miejsce.
Oczywiście było dokładne zwiedzanie mieszkania i balkonu
Drzemka
oraz spacer.
Niestety mały Ali też cierpi na okoliczność wirusów jelitowych, więc za daleko nie mogliśmy się od domu oddalić. Dzisiaj było za zimno na przewijanie pod chmurką...
niedziela, 23 maja 2010
Rotawirusy atakują
Miała być wolna Niedziela. Już planowałam, że po wczorajszym ciężkim ogrodowo dniu, dzisiaj zasiądę wygodnie w fotelu, na swoim kwiecistym balkonie i dokończę czytać "Zielone Drzwi" Katarzyny Grocholi. Tym bardziej miało być spokojnie, że rav został postawiony w stan gotowości powodziowej i do 20:00 ma dyżur.
Niestety...
Dzięki uprzejmości Rotawirusów musiałam swoje dzisiejsze plany zweryfikować i iść z pomocą do małego Michałka, którego rodzice padli ofiarą biegunki, wymiotów i bólu mięśni :(
Także poszliśmy na długi spacer zakończony godzinną drzemką
a potem Michał odwiedził mnie w moim domu, gdzie zjedliśmy posiłek i bawiliśmy się na balkonie, ku radości małego i już mniejszej radości mojego kota :)
To nie pierwsza "moja" rodzinka zaatakowana Rotawirusem, także ciężki tydzień przede mną.
Aaaaa
no i nie pochwaliłam się...
Jutro idę pierwszy raz do Jerzyka...
Ma 6 miesięcy i będę się nim zajmowała na razie dwa razy w tygodniu po 4 godziny :)
Niestety...
Dzięki uprzejmości Rotawirusów musiałam swoje dzisiejsze plany zweryfikować i iść z pomocą do małego Michałka, którego rodzice padli ofiarą biegunki, wymiotów i bólu mięśni :(
Także poszliśmy na długi spacer zakończony godzinną drzemką
a potem Michał odwiedził mnie w moim domu, gdzie zjedliśmy posiłek i bawiliśmy się na balkonie, ku radości małego i już mniejszej radości mojego kota :)
To nie pierwsza "moja" rodzinka zaatakowana Rotawirusem, także ciężki tydzień przede mną.
Aaaaa
no i nie pochwaliłam się...
Jutro idę pierwszy raz do Jerzyka...
Ma 6 miesięcy i będę się nim zajmowała na razie dwa razy w tygodniu po 4 godziny :)
sobota, 22 maja 2010
Sezon na ogród balkonowy czas zacząć :)
Ponieważ wiosna mocno dała nam się we znaki zimnem i niskimi temperaturami, szczególnie w nocy, wiec tegoroczny sezon otwieram dopiero dzisiaj.
Najpierw podsumowanie po zimie.
Niestety zimę przetrzymał tylko Winobluszcz. Clematis próbował wypuścić listki ale kochana pani zima opieszale opuszczała nas w tym roku, więc wszystko zmarzło :(
A co w tym roku się pojawi na moim balkonie?
Ponieważ ravkowi bardzo przypadły do gustu Surfinie, więc tegoroczny wystrój będzie w nie obfitował.
Właśnie dzisiaj pojechaliśmy do Centrum Ogrodniczego i zakupiliśmy trzy wielkie Surfinie. Dwie zawisły na hakach
a jedna stanęła na środku balustrady.
No i kupiliśmy nowego Clematisa.
Musieliśmy zrobić dwa kursy, bo się wszystko nie mieściło do auta :) Takie duże te rośliny.
W planach jest zakup jeszcze dwóch takich dużych Surfinii, żeby była w nich cała balustrada i zamierzam od drugiej strony balkonu przymocować kolejną kratkę, do samego sufitu, bo marzy mi się na balkonie zimozielone Kiwi. Ale to w Czerwcu.
Najpierw podsumowanie po zimie.
Niestety zimę przetrzymał tylko Winobluszcz. Clematis próbował wypuścić listki ale kochana pani zima opieszale opuszczała nas w tym roku, więc wszystko zmarzło :(
A co w tym roku się pojawi na moim balkonie?
Ponieważ ravkowi bardzo przypadły do gustu Surfinie, więc tegoroczny wystrój będzie w nie obfitował.
Właśnie dzisiaj pojechaliśmy do Centrum Ogrodniczego i zakupiliśmy trzy wielkie Surfinie. Dwie zawisły na hakach
a jedna stanęła na środku balustrady.
No i kupiliśmy nowego Clematisa.
Musieliśmy zrobić dwa kursy, bo się wszystko nie mieściło do auta :) Takie duże te rośliny.
W planach jest zakup jeszcze dwóch takich dużych Surfinii, żeby była w nich cała balustrada i zamierzam od drugiej strony balkonu przymocować kolejną kratkę, do samego sufitu, bo marzy mi się na balkonie zimozielone Kiwi. Ale to w Czerwcu.
niedziela, 16 maja 2010
Po kolacji w Le Cedre
Byliśmy w super restauracji! Polecam wszystkim.
Klimaty Libańskie, taniec brzucha, baldachimy, dywany, kanapy, lampiony, muzyka, pyszne jedzenie a to wszystko na starej Pradze Północ :)
Zakochaliśmy się w tym miejscu....
klikając na tytuł posta zostaniesz przeniesiony do Le Cedre
Nie od dzisiaj fascynuje mnie muzyka i kultura krajów arabskich, Turcji, Indii. Lubię też kiczowaty Bollywood :) a teraz namawiam ravka na mieszkanie w stylu Indyjskim. Na razie walczę...
Klimaty Libańskie, taniec brzucha, baldachimy, dywany, kanapy, lampiony, muzyka, pyszne jedzenie a to wszystko na starej Pradze Północ :)
Zakochaliśmy się w tym miejscu....
klikając na tytuł posta zostaniesz przeniesiony do Le Cedre
Nie od dzisiaj fascynuje mnie muzyka i kultura krajów arabskich, Turcji, Indii. Lubię też kiczowaty Bollywood :) a teraz namawiam ravka na mieszkanie w stylu Indyjskim. Na razie walczę...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
