Ponieważ rzuciłam Dukana z dnia na dzień ( względy finansowe, to jest dieta dla bogatych ) mam tego przykre konsekwencje. Przytyłam 10kg :(((( Jest mi ciasno, paskudnie, czuję się jak słoń i tak wyglądam :(((
Ale to się zmieni :))))
Ogłaszam wszem i wobec, że z dniem dzisiejszym wracam na Dietę :)))
Od rana jestem w fazie 1 czyli jem tylko proteinki. Trochę mnie korci, żeby coś innego skubnąć ale Ci co mnie znają to wiedzą, że ja uparta jestem bestia i jak sobie coś raz postanowię to koniec, nawet chwilowe jojo mnie nie pokona i w końcu dopnę swego!
W każdym razie kibicujcie mi mocno, bo powroty są trudniejsze niż kiedy zaczyna się pierwszy raz. Jak dojdę do swojej wagi z przed tych 10 kg to napiszę ile ważę ;) Teraz ciekawi niech się cofną w postach i sobie poobliczają hahahaha... Wszak kobiety ani o wiek ani o wagę nie wypada pytać...
poniedziałek, 12 marca 2012
sobota, 25 lutego 2012
Podsumowanie i wnioski z ostatniego okresu poszukiwania pracy
Mam kilka spostrzeżeń po ostatnim okresie poszukiwania podopiecznego. Nie wiem jak Wy nianie, które czytacie mojego bloga ale ja czasem nie wiem jak trafić do ludzi. Niby profil http://www.niania.pl/opiekunka/agnieszka-pZQ mam obszerny, niby wszystko kawa na ławę podane, niby jasne i przejrzyste podstawowe zasady, które są dla mnie obligatoryjne a jednak okazuje się, że ludzie albo czytają bez zrozumienia tekstu albo liczą na cud... No nie wiem już co o tym myśleć :(
W każdym razie nabiegałam się na rozmowy i spotkania na maxa. W przeciągu Stycznia i Lutego byłam na 16 rozmowach w czym 3/4 to były właśnie rodziny, gdzie okazywało się, że albo nie zgadza się wymiar czasu pracy albo stawka jest mocno różna od moich oczekiwań albo rodzice szukają 2in1 czyli panią do wszystkiego.
Często tez dziwią się, że stawka za dwójkę dzieci jest inna niż za jedno, bo przecież to starsze to tylko z przedszkola trzeba odebrać... Tak... a jak choruje ( a często choruje ) to co? Wezmą L4? Nie... Wtedy też ja się mam tym starszym zająć. A jak są wakacje to co? Starsze do babci wyjedzie? No nie... Oni pojadą nad morze na 2 tygodnie a pozostały okres wakacyjny ja będę miała pod opieką oboje....
To ja się w końcu pytam, ile jest dzieci do opieki? Bo ja naliczyłam dwoje, więc to zrozumiałe jest, że stawka będzie inna niż za jedno. Okazuje się, że to jest oczywiste tylko dla mnie :(
Przedział finansowy jest na moim profilu jasno i wyraźnie podany a jednak ludzie liczą na cud, że niania z 11 letnim doświadczeniem z bardzo dobrymi referencjami, która potrafi nie tylko zmienić pieluchę i wsadzić łyżkę do buzi z jedzeniem ale jest kompetentną i doświadczoną nianią, która dba o wiele rzeczy i traktuje malucha jak własne dziecko, która wskoczyłaby za podopiecznym w ogień - liczą, że ta niania ujęta ich i ich dziecka urokiem osobistym nagle zgodzi się pracować za śmieszne pieniądze i do tego dorzuci prasowanie w trakcie drzemki gratis ..... O naiwności!..... Kiedy rodzice zrozumieją, że płaci się adekwatnie za jakość, że jak się ma oczekiwania to ich spełnienie kosztuje odpowiednio? Kiedy dotrze do społeczeństwa fakt, że nie każdy musi mieć do swojego dziecka nianię, że jest to usługa dla wybranych? Że oczekiwania należy dostosować do swoich możliwości finansowych itd itd...
A na koniec kiedy dotrze do niań fakt, że jak zgadzają się być u kogoś wołem zaprzęgowym to tym samym psują rynek i wydają o wszystkich innych nianiach złą opinię, bo ludzie zaczynają nas traktować jak roboty za darmola i są mocno zdziwieni jak to tak można stawiać jakiekolwiek warunki, mieć jakieś wymagania i oczekiwania i chcieć zarabiać tak dużo... Przecież niania powinna być wdzięczna, że w ogóle ktokolwiek chce jej dać pracę i powinna brać jak dają, bo przecież to oni są najlepsi, a ich dziecko najfantastyczniejsze...
Bardzo przepraszam wszystkich, którzy poczuli się tym postem urażeni, ale czasem muszę z siebie wyrzucić to, co mnie frustruje :P Tak, dla higieny umysłu.
W każdym razie nabiegałam się na rozmowy i spotkania na maxa. W przeciągu Stycznia i Lutego byłam na 16 rozmowach w czym 3/4 to były właśnie rodziny, gdzie okazywało się, że albo nie zgadza się wymiar czasu pracy albo stawka jest mocno różna od moich oczekiwań albo rodzice szukają 2in1 czyli panią do wszystkiego.
Często tez dziwią się, że stawka za dwójkę dzieci jest inna niż za jedno, bo przecież to starsze to tylko z przedszkola trzeba odebrać... Tak... a jak choruje ( a często choruje ) to co? Wezmą L4? Nie... Wtedy też ja się mam tym starszym zająć. A jak są wakacje to co? Starsze do babci wyjedzie? No nie... Oni pojadą nad morze na 2 tygodnie a pozostały okres wakacyjny ja będę miała pod opieką oboje....
To ja się w końcu pytam, ile jest dzieci do opieki? Bo ja naliczyłam dwoje, więc to zrozumiałe jest, że stawka będzie inna niż za jedno. Okazuje się, że to jest oczywiste tylko dla mnie :(
Przedział finansowy jest na moim profilu jasno i wyraźnie podany a jednak ludzie liczą na cud, że niania z 11 letnim doświadczeniem z bardzo dobrymi referencjami, która potrafi nie tylko zmienić pieluchę i wsadzić łyżkę do buzi z jedzeniem ale jest kompetentną i doświadczoną nianią, która dba o wiele rzeczy i traktuje malucha jak własne dziecko, która wskoczyłaby za podopiecznym w ogień - liczą, że ta niania ujęta ich i ich dziecka urokiem osobistym nagle zgodzi się pracować za śmieszne pieniądze i do tego dorzuci prasowanie w trakcie drzemki gratis ..... O naiwności!..... Kiedy rodzice zrozumieją, że płaci się adekwatnie za jakość, że jak się ma oczekiwania to ich spełnienie kosztuje odpowiednio? Kiedy dotrze do społeczeństwa fakt, że nie każdy musi mieć do swojego dziecka nianię, że jest to usługa dla wybranych? Że oczekiwania należy dostosować do swoich możliwości finansowych itd itd...
A na koniec kiedy dotrze do niań fakt, że jak zgadzają się być u kogoś wołem zaprzęgowym to tym samym psują rynek i wydają o wszystkich innych nianiach złą opinię, bo ludzie zaczynają nas traktować jak roboty za darmola i są mocno zdziwieni jak to tak można stawiać jakiekolwiek warunki, mieć jakieś wymagania i oczekiwania i chcieć zarabiać tak dużo... Przecież niania powinna być wdzięczna, że w ogóle ktokolwiek chce jej dać pracę i powinna brać jak dają, bo przecież to oni są najlepsi, a ich dziecko najfantastyczniejsze...
Bardzo przepraszam wszystkich, którzy poczuli się tym postem urażeni, ale czasem muszę z siebie wyrzucić to, co mnie frustruje :P Tak, dla higieny umysłu.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Kilka słów o moim doświadczeniu
Jako, że zainteresowanie moją osobą jest znaczne to i pojawiają się różne pytania. Wychodząc na przeciw rodzicom poszukującym niani, postanowiłam w tym miejscu uściślić pewne dane.
A więc:
W roku 1996 ukończyłam LO i od razu musiałam się usamodzielnić. Podjęłam więc pracę w firmie Translift, początkowo jako "Konserwator Powierzchni płaskich" ;) a z czasem awansowałam na stanowisko asystentki Kierownika ds/technicznych. Pracowałam tam do roku 2003. W między czasie, jako że musiałam się sama utrzymać, opłacić rachunki i szykowałam się do ślubu, postanowiłam dorabiać w domach prywatnych - sprzątając, prasując, gotując. I tak się złożyło, że jedna z takich rodzin, u których dbałam o dom stanęła przed faktem czasowej utraty niani do swoich dwóch córek. Zaproponowano mi wówczas dorywczą opiekę nad nimi i tak się to zaczęło...
Od tamtej pory stale miałam jakieś dzieci pod swoją opieką. Po odejściu z Transliftu zaczęłam się głównie zajmować dziećmi. W roku szkolnym 2004/2005 podjęłam się pracy w przedszkolu na ul. Kajakowej w Pyrach. Ponieważ była to praca na 1/2 etatu to z powodzeniem udawało mi się łączyć ją z opieką nad dziećmi.
Później, bardzo ambitnie postanowiłam wrócić na łono pracy biurowej i przez kolejne 2 lata pracowałam w G4S przy obsłudze klienta, który miał podpisana umowę na "kontrolę dostępu". Nie wnikając w szczegóły, na początku dzielnie stawiałam się w pracy każdego dnia, bo przez pierwsze trzy miesiące oddelegowano mnie do obsługi Centrali Banku Millenium. Później już pracowałam głownie zdalnie - z domu. W biurze pojawiałam się dwa razy w tygodniu. Oczywiście łączyłam to z opieką nad dziećmi.
Z początkiem roku 2008 postanowiłam uczynić pracę z dziećmi jako swoje główne i jedyne źródło dochodu.
Z dniem 01.09.2009 stałam się jednoosobową firmą.
W roku 2010 postanowiłam poszerzyć swoją działalność i poczyniłam kroki w kierunku rozwinięcia agencji opiekunek dziecięcych. Niestety poległam :( Przerosła mnie odpowiedzialność za nianie, które polecałam rodzicom - także ja doskonale wiem co to znaczy rekrutacja opiekunki i z jakim się to wiąże stresem. Niestety to, czego doświadczyłam spotykając się z potencjalnymi kandydatkami przerosło moje najśmielsze koszmary :(((( Dzisiaj wiem, że wśród tych tysięcy "niań" jest tylko garstka prawdziwych opiekunek dziecięcych....
Dzisiaj jestem po prostu nianią ( a w zasadzie AŻ nianią ). I tak jest dobrze, to jest moje miejsce w życiu. Nie szukam już atrakcji w biurach, jako bizneswomen i innych. Pracuję z dziećmi, bo one są niezakłamane, prostolinijne, otwarte i dają wiele radości. Nie ma nic szlachetniejszego nad to, kiedy się dziecko uczy żyć....
A więc:
W roku 1996 ukończyłam LO i od razu musiałam się usamodzielnić. Podjęłam więc pracę w firmie Translift, początkowo jako "Konserwator Powierzchni płaskich" ;) a z czasem awansowałam na stanowisko asystentki Kierownika ds/technicznych. Pracowałam tam do roku 2003. W między czasie, jako że musiałam się sama utrzymać, opłacić rachunki i szykowałam się do ślubu, postanowiłam dorabiać w domach prywatnych - sprzątając, prasując, gotując. I tak się złożyło, że jedna z takich rodzin, u których dbałam o dom stanęła przed faktem czasowej utraty niani do swoich dwóch córek. Zaproponowano mi wówczas dorywczą opiekę nad nimi i tak się to zaczęło...
Od tamtej pory stale miałam jakieś dzieci pod swoją opieką. Po odejściu z Transliftu zaczęłam się głównie zajmować dziećmi. W roku szkolnym 2004/2005 podjęłam się pracy w przedszkolu na ul. Kajakowej w Pyrach. Ponieważ była to praca na 1/2 etatu to z powodzeniem udawało mi się łączyć ją z opieką nad dziećmi.
Później, bardzo ambitnie postanowiłam wrócić na łono pracy biurowej i przez kolejne 2 lata pracowałam w G4S przy obsłudze klienta, który miał podpisana umowę na "kontrolę dostępu". Nie wnikając w szczegóły, na początku dzielnie stawiałam się w pracy każdego dnia, bo przez pierwsze trzy miesiące oddelegowano mnie do obsługi Centrali Banku Millenium. Później już pracowałam głownie zdalnie - z domu. W biurze pojawiałam się dwa razy w tygodniu. Oczywiście łączyłam to z opieką nad dziećmi.
Z początkiem roku 2008 postanowiłam uczynić pracę z dziećmi jako swoje główne i jedyne źródło dochodu.
Z dniem 01.09.2009 stałam się jednoosobową firmą.
W roku 2010 postanowiłam poszerzyć swoją działalność i poczyniłam kroki w kierunku rozwinięcia agencji opiekunek dziecięcych. Niestety poległam :( Przerosła mnie odpowiedzialność za nianie, które polecałam rodzicom - także ja doskonale wiem co to znaczy rekrutacja opiekunki i z jakim się to wiąże stresem. Niestety to, czego doświadczyłam spotykając się z potencjalnymi kandydatkami przerosło moje najśmielsze koszmary :(((( Dzisiaj wiem, że wśród tych tysięcy "niań" jest tylko garstka prawdziwych opiekunek dziecięcych....
Dzisiaj jestem po prostu nianią ( a w zasadzie AŻ nianią ). I tak jest dobrze, to jest moje miejsce w życiu. Nie szukam już atrakcji w biurach, jako bizneswomen i innych. Pracuję z dziećmi, bo one są niezakłamane, prostolinijne, otwarte i dają wiele radości. Nie ma nic szlachetniejszego nad to, kiedy się dziecko uczy żyć....
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Poszukiwany, poszukiwana....
Oferta nieaktualna, Od marca 2012 roku zajmuję się pełno etatowo przeuroczym, 2 letnim Julkiem. Czekamy też na narodziny jego siostrzyczki ;)
niedziela, 16 października 2011
Metamorfoza wagowa i nie tylko :)
Pozostawiam to bez komentarza...
Rok 2008
Rok 2009 po schudnięciu 13kg ale jeszcze ze starą fryzurką
Rok 2010 po zmianie fryzury
Rok 2011 dalsze zmniejszanie się :)
Rok 2008
Rok 2009 po schudnięciu 13kg ale jeszcze ze starą fryzurką
Rok 2010 po zmianie fryzury
Rok 2011 dalsze zmniejszanie się :)
Magiczna kraina Jeziora Pile
Niania też człowiek, odpocząć czasem musi...
Wakacje spędziliśmy w Warszawie. I dobrze, bo pogoda była raczej marna, jak na wymarzony urlop. Jednak to nie oznacza, że nie mieliśmy urlopu, o nie! odpoczynek należy się każdemu :)
01.09 wyruszyliśmy więc do Bornego Sulinowa, malowniczego miasteczka utworzonego w miejscu, gdzie onegdaj stacjonowały wpierw wojska niemieckie a po II wojnie światowej wojska radzieckie. Dokładnie na południowym krańcu województwa Zachodnio - Pomorskiego, tuż nad brzegiem jeziora Pile, wchodzącego w skład Pojezierza Pomorskiego. 20 km od Szczecinka i około 450 km od Warszawy.
Coś więcej o Bornym Sulinowie:
Historia
fotki z miasta
Dlaczego akurat tam?
Bo to właśnie tam ponad 5 lat temu moja szalona mama postanowiła się wyprowadzić, uciekając od wielkomiejskiego szumu i zgiełku, szukając ciszy, spokoju i wytchnienia.
No więc pojechaliśmy, załadowaliśmy samochód i w drogę. Broki został pod czujnym i troskliwym okiem teściowej a Roksi pojechała z nami. Mimo naszych obaw zniosła ponad 7h podróż bardzo dobrze.
Spędziliśmy u mamy pełne 2 tygodnie. Pogoda była jak marzenie, nie każdy w tym roku może się pochwalić udaną pogodą podczas urlopu :))))
A co robiliśmy? Jak spędzaliśmy wolny czas? Poniżej zamieszczam fotki z naszego pobytu u mamy i filmiki kręcone tel komórkowym :)
Wrzosowiska Kłomińskie, jedne z największych w Polsce, niestety zarastają lasem:
Jezioro Pile w Bornym Sulinowie:
Roksi jest płochliwą sunią, więc kiedy pierwszy raz zobaczyła jezioro to nam zwiała gdzie pieprz rośnie, bo przecież ona nie cierpi kałuż a tu na domiar złego taaaaaka wielka ta kałuża.... :))))) Ale dała się namówić na bliższe oględziny i nawet rozsmakowała się w pływaniu.
Broczek luzem zszokowany przestrzenią:
Ciężko pracujący ravko hehe ;) Czasem mu się zdarza...
Nad Zalewem Zegrzyńskim między Rynią a Starymi Załubicami, tam, gdzie rzeka Rządza wpływa do Zalewu:
O zmierzchu jeszcze na dworze ale zaraz później wieczorne relaksowanie się :)
Wakacje spędziliśmy w Warszawie. I dobrze, bo pogoda była raczej marna, jak na wymarzony urlop. Jednak to nie oznacza, że nie mieliśmy urlopu, o nie! odpoczynek należy się każdemu :)
01.09 wyruszyliśmy więc do Bornego Sulinowa, malowniczego miasteczka utworzonego w miejscu, gdzie onegdaj stacjonowały wpierw wojska niemieckie a po II wojnie światowej wojska radzieckie. Dokładnie na południowym krańcu województwa Zachodnio - Pomorskiego, tuż nad brzegiem jeziora Pile, wchodzącego w skład Pojezierza Pomorskiego. 20 km od Szczecinka i około 450 km od Warszawy.
Coś więcej o Bornym Sulinowie:
Historia
fotki z miasta
Dlaczego akurat tam?
Bo to właśnie tam ponad 5 lat temu moja szalona mama postanowiła się wyprowadzić, uciekając od wielkomiejskiego szumu i zgiełku, szukając ciszy, spokoju i wytchnienia.
No więc pojechaliśmy, załadowaliśmy samochód i w drogę. Broki został pod czujnym i troskliwym okiem teściowej a Roksi pojechała z nami. Mimo naszych obaw zniosła ponad 7h podróż bardzo dobrze.
Spędziliśmy u mamy pełne 2 tygodnie. Pogoda była jak marzenie, nie każdy w tym roku może się pochwalić udaną pogodą podczas urlopu :))))
A co robiliśmy? Jak spędzaliśmy wolny czas? Poniżej zamieszczam fotki z naszego pobytu u mamy i filmiki kręcone tel komórkowym :)
Wrzosowiska Kłomińskie, jedne z największych w Polsce, niestety zarastają lasem:
Jezioro Pile w Bornym Sulinowie:
Roksi jest płochliwą sunią, więc kiedy pierwszy raz zobaczyła jezioro to nam zwiała gdzie pieprz rośnie, bo przecież ona nie cierpi kałuż a tu na domiar złego taaaaaka wielka ta kałuża.... :))))) Ale dała się namówić na bliższe oględziny i nawet rozsmakowała się w pływaniu.
Grzybobranie głównie polegało na zbieraniu kurek, bo jakoś inne grzyby się przed nami chowały haha :) ale zdarzały się ravkowi wyjątki ;)
Byliśmy też w Czaplinku, całkiem przyjemna okolica:
To właśnie w Czaplinku Ronia odkryła rozkosz z kopania dołów :)
Pływaliśmy też tramwajem wodnym po jeziorze Trzesiecko w Szczecinku i trochę pokręciliśmy się po mieście. Była z nami moja mama :)
Jeździliśmy też na rowerach a Roksi biegła z nami bardzo posłusznie. Ewidentnie ta forma rekreacji podobała się jej najbardziej :)
Generalnie baaardzo odpoczęliśmy, mama nas rozpieszczała jak mogła.
Wróciliśmy do domu w środę wieczorem a już w piątek rano wyjechaliśmy na 4 dni do Basi, mojej teściowej, na działkę koło Zalewu Zegrzyńskiego. Tym razem zabraliśmy również Broczka :)
A oto Wrzosowiska już nie Kłomińskie a Borkowe ;)
Szalone zabawy a potem odpoczynek na powietrzu :) Zwierzaki były szczęśliwe, jednak taki dom z ogrodem to jest fantastyczna sprawa.
Broczek luzem zszokowany przestrzenią:
Ciężko pracujący ravko hehe ;) Czasem mu się zdarza...
Nad Zalewem Zegrzyńskim między Rynią a Starymi Załubicami, tam, gdzie rzeka Rządza wpływa do Zalewu:
O zmierzchu jeszcze na dworze ale zaraz później wieczorne relaksowanie się :)
Na fotkach nie ma mojej teściowej chociaż pstryknęłam jej kilka zdjęć z ukrycia ;) Basia nie chce się pokazywać i jakoś nie dowierza nam, kiedy jej mówimy, że wygląda fantastycznie... ech... kobiece kompleksy i dylematy...
Po powrocie rzuciliśmy się w wir pracy... Szybko przyszedł Październik a z nim wielkie zmiany... O tym innym razem :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





































