czwartek, 10 września 2015

A. i J. - "moje" serduszka kochane.

A. starszy, co nie znaczy duży. Miał niespełna roczek jak zaczęła się nasza wspólna przygoda. Piękny, słodki, grzeczny. Idealne dziecko. Uwielbiałam go, słodziak na maxa, do schrupania.
Po kilku miesiącach urodził się J. Mały zbój. Od początku pokazał nam kto tak naprawdę rządzi ;) Było czasem ciężko... Ale "kochałam" , nie dało się nie kochać :)


Trochę zbyt brutalnie się rozstaliśmy. Szkoda, że w taki nie do końca smaczny sposób, ale cóż... Nie wszystko zależy ode mnie. Sza... nic więcej wam nie powiem.

wtorek, 8 września 2015

Nadchodzi jesień

Jesień to moja ulubiona pora roku. Wrzesień i Październik rozczulają mnie swą niepowtarzalną urodą. Kiedy inni ze smutkiem patrzą w niebo, gdzie wiatr chmury goni, ja już czekam na spektakl jaki zwiastują. Może dlatego, że jestem dzieckiem babiego lata. Nawet w kolorach jesiennych najbardziej mi do twarzy, a że duszę mam wrażliwą, to czasem potrzebuję wylać się w słowach na papier. Dlatego zdarza mi się wierszoklectwo, bo do poezji to mi daleko, oj daleko... Jeszcze tam coś z rytmem jest nie tak, ale na razie zostawiam w takiej formie.

 
"Jesiennie"
 
Jeszcze wczoraj było lato
Słońce grzało roziskrzone, na bezchmurnym niebie.
Jeszcze wczoraj wszystko wrzało
A dziś przyszła jesień.
 
Rozłożyła parasole, przyodziała płaszcze.
Zaszumiała zimnym wiatrem i w konarach klaszcze.
Kot się skulił na fotelu, pies do łóżka przyszedł.
Zimno nagle się zrobiło.
Chyba przyszła jesień.
 
Już łyk wody przestał być tak miły, jak to bywa latem.
Teraz człowiek ciepłą kawę parzy w samowarze,
By, gdy tylko znajdzie chwilkę, rozgrzać się jej ciepłem
I przez okno, patrząc smutno, westchnąć,
Że już jesień.
 
Jeszcze liście z drzew nie spadły,
Jeszcze nie ta pora,
Ale już pewną nostalgię
Przywiał nam wiatr z pola.
Już się dynie pojawiły na naszych straganach,
Już szarlotki pachną w koło od samego rana.
 
Gościu miły, siądź tu przy mnie ,
Ogrzejmy się razem.
Wszak to jesień nam nastała
Polubmy ją czasem.

poniedziałek, 7 września 2015

Deszcz przyjaciel dziecka

Jeszcze wczoraj było gwarno pod oknami. Biegające, rozkrzyczane dzieci oblegały z rodzicami lodziarnię. Aż się chciało uciszyć towarzystwo, taki rejwach wokół siebie robili.
A dzisiaj?
Cisza...
Trochę chłodniej, trochę wietrzniej  deszcz. To wystarczy by zagonić wszystkich do domu.
Kiedyś, jak ja byłam dzieckiem, mama ubierała mi kalosze, pelerynkę i szłyśmy skakać przez kałuże, zbierać kamyki i patyczki, które lądowały w napotkanych, malutkich bajorkach. Mama śpiewała mi wesoło znaną piosenkę "ciągle pada..." i tańczyłyśmy na wietrze a wraz z nami trzepotały nasze nogawki.
Teraz dzieci  nie wychodzą na dwór kiedy pada. Zamykane są w domach okna, maluchom ubiera się pięć warstw, żeby nie zmarzły... A przecież jeszcze mamy lato...
Fakt, na lody może za zimno, na patio siedzieć też nie ciekawie. Kreatywność zanikła. Dzisiaj nawet nianie nie wychodzą z dziećmi na spacery w deszcz. Bo zmoknie, bo go zawieje, bo zmarznie... Słabe wymówki leniwych dorosłych.
Świat się zmienia, dziwaczeje.
Jak to dobrze, że zdążyłam się urodzić, kiedy jeszcze było normalnie.


Ja jednak jestem zwolenniczką wychodzenia z dziećmi na spacer w deszczu. Uważam to za normalne, że pada. Nie robię draki kiedy się ochłodzi a niebo zajdzie szarymi chmurami. Jak ktoś ma radosne usposobienie ( a takie powinna mieć niania ) to mu deszcz ni wiatr nie przeszkadza. Wystarczy odpowiednie, przemyślane ubranie i sio na podwórko :)

środa, 2 września 2015

Tacy są niektórzy z nas...

Ot, taka mnie naszła refleksja po dzisiejszym wyjściu z suką na rower...

 My Polacy to jednak znerwicowany naród jesteśmy. Jacyś tacy ciągle skrzywieni, marudni i skorzy do awantur. Uważamy się za pępki świata, wszystko dla mnie, tylko ja jestem ważny(a), ja mam prawo, mnie się należy itd.
Jadę spokojnie rowerem, rekreacyjnie. Wracam z psem z lasu. Na przeciwko nas idzie mama ( chyba, bo może niania ) z trójką dzieci. Zajęli całą szerokość osiedlowego chodnika. Po bokach z jednej strony stoją zaparkowane samochody, z drugiej strony jest elegancki trawniczek z tabliczką " nie depcz po trawie". Już z daleka widzę popłoch w jej oczach, bo pies biegnie bez smyczy i ten wielki rower ( w Warszawie posiadanie roweru i jazda na nim to niemal zbrodnia zdaniem niektórych ). Zatrzymałam się więc, bo średnio miło byłoby rozjechać kogokolwiek. I czekam spokojnie aż pani z całym stadkiem łaskawie mnie minie. Suka usidła przy mojej nodze. Wydawałoby się ot, nic wielkiego... I tu drogi czytelniku cię zaskoczę. Pani była łaskawa, tonem nie znoszącym sprzeciwu wylać na mnie "kubeł pomyj", bo jak się okazało, zapewne chciałam rozjechać któreś z jej dzieci ( bo jak śmiem jechać na rowerze ), że przez takich jak ja rowerzystów żyć się normalnie nie da, że pies powinien być na smyczy i w kagańcu (kompletny brak znajomości przepisów)  a poza tym tylko debile trzymają psy w mieście,  i że ona zaraz wezwie straż miejską :), co rozbawiło mnie do łez.  Dzieci patrzyły na matkę ( względnie nianię ) wielkimi oczami, zapewne w ogóle nie rozumiejąc sytuacji. Czego owa mama nauczyła swoim przykładem? Że tylko ona i jej potomstwo są ważni, reszta ludzi to zwykły plebs, na który można nawrzeszczeć, że tylko ona jest mądra a inni są głupi, że pies jest be, że rowerzyści są be, że trzeba rozedrzeć japę jak się nam coś nie podoba itd. A potem się taka mamusia jedna z drugą dziwią, że ich dziecko wpada w szał jak coś jest nie po jego myśli, że jedyne rozwiązanie problemu jakie zna to krzyk, wrzask i bicie. .. Tak, tak drodzy rodzice. Wasze dzieci są takie przez was! To od was uczą się życia, więc jak wam pyskują to nauczyły się tego nie ode mnie, nie od sąsiada tylko od was! Jak podrosną to będziecie tańczyć jak wam zagrają.
Już współczuję tym wszystkim śmiesznym ludziom, co im się wydaje, że rozumy pozjadali.
Za kilka lat życie tak im skopie tyłki, że będą brykać  w podskokach. A potem zestarzeją się , zaostrzą się te ich wady jeszcze bardziej i zamiast doczekać pięknych lat , z uśmiechem na ustach, pozostaną samotni ( bo kto chce przebywać w towarzystwie takich zgryźliwych ludzi ) i nieszczęśliwi.


A to właśnie z dzisiaj, fotka z przejażdżki po Lesie Kabackim:



piątek, 21 sierpnia 2015

poniedziałek, 29 września 2014

znów starsza...

Od jutra znów będę starsza... ale proszę, nie składajcie mi życzeń! Ja nie obchodzę urodzin z powodów ideologicznych, z powodu moich przekonań. I nie jest to ani kaprys, ani nowość. Nie obchodzę urodzin od 18 lat i z każdym kolejnym rokiem jestem coraz bardziej przekonana o słuszności swojej decyzji.



wtorek, 26 sierpnia 2014

Wtedy jeszcze byłam Piotrowska...

Oj pamietam... jak ustawa żłobkowa miała wejść w życie. urywały się telefony w sprawie wywiadów, udziałów w programie itd. Gazeta Wyborcza, Polsat News, radio TOK FM , TVN Style, Pani Domu i jeszcze kilka innych. Tak mnie jakoś naszło, bo przez przypadek znalazłam to:

to ja w gazecie

I chociaż mam na pamiątkę papierowe wydanie, to  jednak jakoś tak chwyciło mnie za serce :D
Dzisiaj rodzice szukający niani, przeszukując internet z moim imieniem i nazwiskiem nie tarfią na te informacje. Może to i dobrze a może źle... Sama nie wiem. W sumie to rozumiem, że zatrudniając nianię chcą wiedzieć o kandydatkach jak najwięcej a z drugiej strony czy nie jest to zbyt daleko idąca inwigilacja?

sobota, 28 czerwca 2014

Poszukiwany, poszukiwana :D

SZUKAM PODOPIECZNEGO!!!!!!!!!!

Mój mały Miki powędruje do dzieci, do żłobka. Dlatego szukam nowej rodzinki. Mogę rozpocząć regularną współpracę z dniem 18 Sierpnia 2014. Wszelkie niezbędne informacje znajdą Państwo tutaj:



Kontakt:
Agnieszka
513304858
niania.byc@gmail.com

Mikołaj od Listopada 2013.

Od Listopada 2013 roku rozpoczęłam współpracę z przemiłymi rodzicami Mikołaja. Miki wówczas zaczął  12 miesiąc życia. Okazał się, jak na Mikusia przystało, wyjątkowo cudownym dzieckiem. Być może to też taka moja osobista słabość do dzieci o tym imieniu, ale uwielbiam tego malucha! Jest takim słodziakiem, że ma się ochotę go schrupać :D Oczywiście pokazuje też różki, a jakże, w końcu to jego drugi rok życia, więc czemu miałby go sławny bunt dwulatka ominąć :P W każdym razie Mikołaj to uroczy mały blądynek o niebieskich oczkach, dość filigranowy, chociaż apetyt ma za dwóch. Na podwórku bożyszcze małych dziewczynek, które tylko wyczekują okazji, żeby go wycałować, co zresztą bardzo mu się podoba, wszak jest największym pieszczochem w okolicy. Jest też śpiochem, więc drzemkujemy konkretnie, oj konkretrnie. Jest miłośnikiem zwierząt i co ciekawe lubi zrywać polne kwiatki. Oczywiście kolekcjonuje wszelkie kamyki, patyczki, korę itd. Jak każdy chłopczyk lubi samochody, ale zdecydowanie najbardziej fascynują go motocykle i samoloty.
Teraz mój mały Mi idzie do żłobka, więc będziemy się musieli rozstać z końcem Lipca :(









piątek, 27 czerwca 2014

Julek i Zosia

Od Stycznia 2013 roku do końca  Kwietnia opiekowałam się rodzeństwem, Julkiem i Zosią. Przemiłe dzieciaczki, niestety nagłe pogorszenie się ciężkiej choroby mojej mamy, zmusiło mnie do natychmiastowego wyjazdu i długotrwałego pobytu z dala od domu. Także nasza rozwijająca się przyjaźń została nagle i brutalnie zerwana. Na szczęście rodzice wykazali się dużą dozą empatii i zrozumienia dla tak trudnej sytuacji rodzinnej, w jakiej się nagle i niespodziewanie znalazłam.
Jednak w czasie tych 4 miesięcy zdążyliśmy przeżyć wiele fajnych wspólnych chwil.
Julek to miły, bardzo grzeczny chłopiec o wielkich brązowych oczach. Zosia, młodsza od Julka o rok, jak przystało na Zosię uparta i bardzo silnie upominająca się o wyłączną uwagę panieneczka. Sami zobaczcie, jakie fajne z nich były dzieciaki: